13.09.2016

Gdyby kózka nie skakała.... czyli jak nie trenować.

Koniec lata to jeden z moich ulubionych sezonów. Niestety w tym roku zamiast podziwiać górską przyrodę, spędzam słoneczne popołudnia na na rehabilitacj :(

 Słowem wstępu: Od dziesięciu lat praktykuję jogę i przez długi czas była to jedyna forma aktywności jaką się zajmowałam. Z czasem doszły do tego różnego rodzaju treningi (hiit, interwały, cardio itp) wykonywane w domu. Dwa lata temu zaczęłam jeździć na rowerze oraz ćwiczyć siłowo przy użyciu hantli.

Kiedy w mojej okolicy otworzono klub fitness byłam zachwycona! Pełna entuzjazmu zaczęłam spędzać tam niemal każdy dzień, głównie na modnych ostatnio zajęciach jump fit (trampolina), fit pump, tbc. Dawało mi to bardzo dużo radości i satysfakcji. Nie zwróciłam nawet uwagi na ból w kolanach (przecież samo minie). Jednak kiedy miałam problem z dojechaniem rowerem do domu, stwierdziłam, że pora skonsultować się z lekarzem. W tym miejscu mogłabym się rozpisać na temat tego, jak wiele różnych diagnoz otrzymałam, ponieważ każdy "specjalista" powiedział mi co innego. Obecnie korzystam z różnych zabiegów fizjoterapeutycznych i ćwiczę z lekarzem. Do tego kupiłam sobie kilka suplementów*. Nie są one wegetariańskie, ale zdrowie jest dla mnie wartością najwyższą, ważniejszą od przekonań etycznych.

Skąd problem z kolanami ? :(
Ponieważ temat przedyskutywałam z moim kolegą, autorem bloga Zdrowiej
(blog - http://naturalneleczenie.com.pl/  fanpage - https://www.facebook.com/zdrowiejnaturalnie/?fref=ts )  to pozwolę sobie go zacytować, bo myślę, że ma dość trafne spostrzeżenia:

Cóż można powiedzieć - rzucanie się na te wszystkie nowe, modne ćwiczenia z reguły tak się kończy. Jumpfity, crossfity i cała reszta są zabójcze dla stawów. Te aktywności opierają się na dynamicznym, szybkim ruchu z dużym obciążeniem w zakresie, do którego nasz organizm nie jest przystosowany. Czym to się różni od klasycznej siłowni, gdzie podnosi się nawet większe ciężary, ale powoli? Napiszę obrazowo - poproście kogoś, żeby popchnął was powoli, ale z dużą siłą, powiedzmy 50 kg (czyli po prostu oparł się o Was całym ciałem), a potem żeby z dużo mniejszą siłą, ale dużą szybkością trzasnął Was w twarz. Takie właśnie "uderzenia" otrzymywały kolana, w zakresie ruchu, w którym nie mamy ewolucyjnie wypracowanych sposobów na ich neutralizację (dlatego bez problemu możemy biegać czy skakać, gdzie teoretycznie też są duże szybkości).

Do tego dochodzi joga - jeśli jest prowadzona przez instruktora, który zna się na jodze, a nie ma specjalizacji w fizjoterapii, może to doprowadzić do nadmiernego poluzowania stawów - tak właśnie było w tym wypadku, mięśnie prowadzące rzepkę były z jednej strony zbyt rozciągnięte, przez co nie trzymała się jak trzeba i szorowała po chrząstce.

Gwoździem do trumny są "instruktorzy fitness", którzy często zostają nimi po tygodniowym kursie. Jakie niby indywidualne podejście do problemów ćwiczącej - na przykład do jej zbyt dużego rozciągnięcia - może mieć taki "specjalista"? Dodatkowym problemem może być płaskostopie, co wymaga bardzo specyficznego podejścia do treningu, wzmocnienia odpowiednich mięśni, osłabienia drugich - przypuszczam, że w tym wypadku nałożyło się nieudacznictwo zarówno instruktorów fitness, jak i rozciągania się "jak leci".

Pozostaje jeszcze kwestia diety - nie wiadomo, czy w tym wypadku miało to jakiekolwiek znaczenie. Wegetarianie mają nieco słabszą syntezę kolagenu, co może wpływać na zdrowie stawów, z drugiej strony mają niższy poziom wolnych rodników, co będzie je z kolei w jakimś stopniu chronić.



Ruch to zdrowie, ale trzeba pamiętać o zachowaniu zdrowego rozsądku. Trening nie może być dobrany przypadkowo, warto też realnie oceniać swoje możliwości i nie ćwiczyć nonstop. Fakt, że nie mogę przeznaczać swojego czasu wolnego na sport, jest dla mnie okrutną karą, fatalnie wpływającą na samopoczucie. Nie mogę robić niczego co lubię :(
Nie mogę się doczekać kiedy będe mogła ruszyć na wielogodzinny spacer po lesie, zrobić rowerem chociaż 10km albo powygłupiac się tańcząc po pokoju do upadłego.
Wierzę, że mój organizm ma dobre możliwości regeneracyjne, a podkręcony fizjoterapią i suplementacją, na przyszły sezon będzie jak nowy!

*Suplementy, które aktualnie zażywam: MSM (siarka organiczna), siarczan chondroityny, hydrolizat kolagenu.
  

Powyższy wpis nie ma nikogo zniechęcać do ćwiczeń :), a jedynie zwrócić uwagę, na to jak ważne jest mądre, indywidualne podejście do treningu i szacunek dla własnego ciała.
Gdy dojdę już do siebie, z pewnością zmodyfukuję swój plan ćwiczeń i skonsultuje go z profesjonalistą.

4 komentarze:

  1. Też mam problem z kolanami i przez to nie mogę pracować.

    OdpowiedzUsuń
  2. Łączę się w bólu :/ Też spędzam popołudnia na rehabilitacji i też problem dotyczy kolana.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No co jak co, ale kolana to chyba najbardziej wypadkowe miejsca. Też się o tym przekonałem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie to ujęłaś. Brawo. Bardzo mi się tekst podoba. Czy mogę podać link do tego posta na moim blogu jak będe pisać o rozsądnej aktywnosci fizycznej? Pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń

AddThis

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...